Przejdź do głównej zawartości
Popatrzyłam na datę ostatniego wpisu i ... aż wstyd.

Dzisiaj niewesołe myśli. Mam wrażenie, że dmuchana bańka ciągle się powiększa i za chwilę pęknie. Staram się nie czytać i nie oglądać wiadomości, ale co nieco do mnie dociera. Strach o własną przyszłość. Deregulacja zawodu, rozporządzenia i ustawy o energii pierwotnej spędzają sen z powiek. Stawiają pod znakiem zapytania możliwość godnego zarobienia na życie. Bo jak się nie będzie budować to z czego popłacić kredyt? Myśli o wyjeździe też nie pocieszają. Bo bez języka, z trójką dzieci, kredytem na dom, w naszym wieku? Poza tym wszędzie będziemy obcy i jak coś się posypie to pierwsi do odstrzału. Niepokój o przyszłość dzieci paraliżuje umysł. I nie wiem już czy na świecie tyle się dzieje złego,? Czy po prostu w dobie internetu i masowego zdziczenia mediów całe to bagno po prostu szybciej i mocniej dociera.?
Ot, po prostu wstałam dzisiaj lewą nogą.
I półpasiec, menda wredna, dokucza. Znosiłam piekący ból łopatki i połowy pleców bez skargi. Ale to wredne paskudztwo wylazło mi właśnie na biuście. I to w miejscu, że tak powiem, wydekoltowanym. A lato jest. Może nie w pełni że tak powiem (takie się jakieś "angielskie" zrobiło) ale zawsze lato. Jezioro, basen. A ja uglebiona. I ze świadomością, że to zaraźliwe, troszeczkę z niepokojem wypatruję ospowatych krost u dzieci. Jak armagedon to armagedon ;)
Ale największą bolączką jest fakt, że nie mogę ćwiczyć i biegać. Kto by pomyślał. Pół roku temu patrzyłam na facebookowe wpisy wysportowanych koleżanek bez większego entuzjazmu. A teraz ruch stał się codzienną potrzebą. Trzy razy w tygodniu bieganie, dwa - fitness, jeden - basen albo ćwiczenia z youtube. Jillian Michaels, Mel B lub Chodakowska. Bo w końcu po 3 miechach fitnessu z Patrycją widzę efekty. To daje kopa i motywację. I nabieram ochoty na więcej. Tym bardziej, że i mężu się wziął. U niego bardziej spektakularne efekty. Cóż, zawsze wiedziałam, że faceci mają lepiej, ale w kwestii zrzucania wagi to już doprawdy jest bardzo niesprawiedliwe. On postawił na siłownię i rower. Trasę 55 km śmiga w trymiga. Moja waga ledwo drgnęła, ale walczę. Największy problem mam ze zdrowym odżywianiem. Ale nad tym też pracuję. Mam cel - w przyszłym roku Chojnicka Noc Biegacza i Bieg św. Dominika w Gdańsku.
A dzieci jak to dzieci ... rosną. I małe dzieci generują mały kłopot, a duże - duży. Życie ;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Rajd Rowerowy w okolice Miastka - 26 IX 2015 r.

Janusz wyszykował taką przyczepkę, że mucha nie siada. Spokojnie możemy jechać na ten Bornholm. Ale, ale ... nie tak szybko, Wkoło nas tyle ciekawych miejsc, które warto zobaczyć. Dzięki Lechowi, który jest przewodnikiem PTTK, trasa kolejnej wędrówki zostaje ściśle wytyczona. Rowery zapakowane, banany na twarzach, humory i pogoda dopisują. Obieramy kurs na Miastko. Lechu z Mirką jadą swoim samochodem, Ala, Maciej, Wojtek, Marek i ja ładujemy się do wozu Janusza. Miastko miga nam tylko naprzemiennie wykonaną ścieżką rowerową (uwielbiam ten chaos na ścieżkach i przejeżdżanie z jednej strony na drugą). Zaraz za miastem górka. Cieszę się, że Maciej kupił czapkę Brubeck pod kask, bo wiatr duje jak szalony. Całe szczęście w połowie wycieczki ucichnie, wyjdzie słońce i zrobi się bardzo ciepło.  Dojeżdżamy do pierwszego przystanku.  Wołcza Wielka, czyli dwór, kościołek na rozstaju i poszukiwania włochatek krowy ;) "Miejscowość położona jest w odległości 4 km na ...