Przejdź do głównej zawartości
Dżizas, nie wiedziałam, że będzie tak ciężko.
Trzeci maluch do przedszkola. Po mnie spływa prawie jak po kaczce, bo już czas na odstawienie wyjątkowo związanego z mamusią Najmłodszego. Pewnie, żal mi łez, ale to naturalna kolej rzeczy. Lepiej i dla niego, i dla mnie. W końcu i tak spędzał pól dnia beze mnie. Ale co innego babcie, a co innego przedszkole. Ryk jest codziennie rano. Jak go odbieram jest spoko. Podobało mu się, macha łapką pani Ani i obiecuje przyjść jutro i nie płakać.
Ale w domu ...
A właściwie jeszcze na ulicy ...
Dziecko mi podmienili. Współpracujący słodziak zamienił się we wrzeszczącą, bijącą i kompletnie buntowniczą bestię. Wszystko na "nie". Ubieranie, karmienie, wychodzenie i inne proste do tej pory czynności to teraz jak przejście przez pole minowe. Brrrr Najgorsze, że słabo sypia i musi mieć mnie przy sobie cały czas.
Biedulek.
A że zbiegło się to wszystko z odstawieniem mamusi od pomocy babć to tym bardziej trudno. Bo teraz muszę sama nad wszystkim zapanować, a przyznam szczerze, że ... bez samochodu łatwo nie jest. Doszło mi tyle obowiązków, że zwyczajnie się nie wyrabiam. O wieczornej pracy mogę na razie zapomnieć.
Kubkiem zainteresowała się muzycznie babcia i po pierwszej lekcji gry na pianinie zapowiedziała mi, że jak zmarnuję jego muzyczny talent to ... zabrzmiało jak groźba ;) Wyjątkowo kretyński plan lekcji pokrzyżował nam też trochę żeglarstwo. Jedno tygodniowo odpada, bo nie puszczę Kubka zaraz po basenie bez obiadu.
Całe szczęście, że Kacper jest samodzielny. Jeździ do szkoły rowerem. I jest "niebezpieczny". W gospodarczym mamy obecnie laboratorium chemiczno-biologiczne i aż strach się nie bać, takie ma pomysły ;)
A tak poza tym ... marzę o kocie. W pracy mamy sześć młodych. Prześliczne, typowe dachowce. Szkoda, że mój mąż nie lubi kotów :(

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Jeście, jeście, jeście ...

Zainspirowana notką obsesyjnego drugiego śniadanka postanowiłam napisać małe co nie co o diecie najmłodszego. Kajetanek w duchu BLW dostawał do łapki co chciał. Od około pół roku. Efektem jest biegłość niezwykła w posługiwaniu się widelcem i łyżeczką, tudzież umiejętność picia z kubeczka. Że o umiejętnym przelewaniu napojów z kubka do kubka nie wspomnę ;). Smakosz nasz nadal najbardziej lubi moje mleko. Do tego stopnia, że kiedy jestem w domu jest problem w nakarmieniu go rzeczami bardziej treściwymi. No chyba, że braciom trzeba akurat podwędzić kabanoska, paluszki, chrupki kukurydziane lub ciasteczka ryżowe. Nie będę usiłowała też malować obrazka przedstawiającego cielęcy zachwyt w oczach Kajtka na widok opakowania czekolady. Gorzkiej, a jakże. Z obiadami generalnie nie mam problemu. Zajada ze smakiem zupki wszelakie, gardząc jednakże moją ulubioną dyniową po przyprawieniu gałką muszkatołową. Przed przyprawieniem jest git. Preferuje zawsze i wszędzie mięsko. W każdej postaci. Na h...