Przejdź do głównej zawartości
Jakie łatwe jest bieganie w lecie, na wakacjach ... Jak łatwo się ruszać. Rower, kajaki ... tylko rolek jakoś mi się nie udało odpalić.

I jak się muszę nakombinować teraz, w roku szkolnym, żeby biegać te minimum 3 razy w tygodniu ;)
Szukam teraz na mapie tras w pobliżu. Tak żeby było te 5 km. I żeby nie tylko po chodniku (nie cierpię). I żeby w dniach, kiedy ciemno jest o 16-tej (wiem, wiem, trudno uwierzyć, ale niedługo takowe nadejdą, niestety), dało się biegać po oświetlonych, bezpiecznych trasach. Pożegnam ukochany lasek miejski. Za bardzo niebezpieczny. Już teraz zdarza mi się oglądać się na boki. Choć dzięki wysokim drzewom biega się komfortowo (cień, chłód) to jednak dla kobiety nie najlepsze miejsce. A bezpieczny park w mieście jest ... nudny po odnowieniu. Wszytko wybrukowane, zagospodarowane, żadnego spontanu.
Zastanawiam się też nad wydłużeniem dystansu, bo ostatnio zauważyłam, że rozkręcam się dopiero po 4 km. Dopiero wtedy kroki stają się przyjemnością. Czasowo jestem daleko za swoimi koleżankami, ale trudno. Pocieszająco wmawiam sobie, że wszystkie są wyższe ode mnie i mają znacznie dłuższe nogi ;) Czekam na urodziny, żeby sprawić sobie cieplejsze ciuchy do biegania i ewentualnie biegowy zegarek, bo w sumie ... nie mam żadnego zegarka ;)
Najgorsze w planowaniu jest to, że nigdy nie wiem, czy się uda pobiec. Jak dzisiaj.
Kajtek po dwóch tygodniach w przedszkolu podłapał jakiegoś wirusa, zaprawiliśmy go w niedzielę moczeniem nóg w jeziorze i w efekcie dzisiaj chodzę jak zombi. Całą noc walczyliśmy z bardzo wysoką gorączką. Przed chwilą Młody pochwalił się, że boli go gardło, więc w sumie wiadomo o co chodzi. Ale i tak nie lubię jak gorączka szybuje ponad 40 st. i nie chce dać się zbić. Całe szczęście, że mam 3 minuty na pogotowie, wiec w razie w sama na rękach doniosę.
Wie, chaotycznie piszę. Może właśnie dlatego tak mało ostatnio wpisów. Za dużo słów w głowie, za dużo myśli. Wszystkie szybsze niż ręce biegające po klawiaturze. Trudno spisać ten cały bałagan w mojej głowie.
Logistycznie też jeszcze nie ogarnęłam szkoły i przedszkola. W tym roku jakoś sobie z tym nie mogę dać rady. Niby miałam mieć więcej czasu na pracę, a na razie mam mniej. Chyba zacznę planować wszystko z kalendarzem w ręku. Wciąż jestem niewyspana i wszystko, co ważne, jakoś się nie chce zatrzymać w głowie. Jak to podsumował mój Średni: "mamo, ja miałem tak napakowaną głowę pomysłami, że po prostu nie starczyło w niej miejsca na lekcje". Mam mnóstwo pomysłów, co ze sobą zrobić. Wszystkie latają po głowie i zwyczajnie nie mam miejsca na coś więcej ;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Rajd Rowerowy w okolice Miastka - 26 IX 2015 r.

Janusz wyszykował taką przyczepkę, że mucha nie siada. Spokojnie możemy jechać na ten Bornholm. Ale, ale ... nie tak szybko, Wkoło nas tyle ciekawych miejsc, które warto zobaczyć. Dzięki Lechowi, który jest przewodnikiem PTTK, trasa kolejnej wędrówki zostaje ściśle wytyczona. Rowery zapakowane, banany na twarzach, humory i pogoda dopisują. Obieramy kurs na Miastko. Lechu z Mirką jadą swoim samochodem, Ala, Maciej, Wojtek, Marek i ja ładujemy się do wozu Janusza. Miastko miga nam tylko naprzemiennie wykonaną ścieżką rowerową (uwielbiam ten chaos na ścieżkach i przejeżdżanie z jednej strony na drugą). Zaraz za miastem górka. Cieszę się, że Maciej kupił czapkę Brubeck pod kask, bo wiatr duje jak szalony. Całe szczęście w połowie wycieczki ucichnie, wyjdzie słońce i zrobi się bardzo ciepło.  Dojeżdżamy do pierwszego przystanku.  Wołcza Wielka, czyli dwór, kościołek na rozstaju i poszukiwania włochatek krowy ;) "Miejscowość położona jest w odległości 4 km na ...