Przejdź do głównej zawartości

Panache Sport

Jak już się rozpędziłam z tymi treningami to okazało się, że biust zamiast naprzód osuwa się w dół. No wiem, normalne. Siła ciążenia, grawitacja ... wiek też nie bez znaczenia, ze o rozmiarze nie wspomnę. Buty na razie mogą nie być super, ale jakoś przyszłość z cyckami do podłogi nie wydawała mi się kusząca (chociaż wiem, że i tak mnie nie ominie ;) ). Jak tylko wpadła jakaś kasa, nie czekając na pierwsze zakupy w spożywczaku popędziłam do sklepu i dobrałam odpowiedni rozmiar. Kusiły inne kolory, ale czarny jakoś najbardziej. Cena mnie nie zachwyca, ale trudno, przyzwyczaiłam się, że jak się ma duży biust to się i dużo płaci. W tym przypadku 200 PLN bez grosza.
Nazywam go zdrobniale "napierśnik Ateny", ewentualnie "zbrojka". Ale zadanie spełnia znakomicie. Zbiera biust tak jak powinien. Trzyma w jednym miejscu. Zabudowany straszliwie, ale ... mnie to pasi. Jak popracuję nad brzuszkiem to będę mogła przynajmniej w domu porzucić topy i koszulki. Po kilkunastu praniach kolor ten sam, fason ten sam. Sprał się tylko pomarańczowy napis, ale to do przeżycia. Po prostu stanik ląduje w praniu razem z resztą ciuchów, a aktualnie nie ma kasy na specjalne proszki. Fajne jest to, że nie trzeba prać go po każdym ćwiczeniu. W moim przypadku, gdy nie ma nic na zmianę, to zaleta. I kusi mnie, żeby w nim chodzić cały czas. Jest mega wygodny.

Komentarze

  1. Zdjęcie na modelce się nie liczy! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. He, he, he ... mojego, uwierz mi, nie chciałabyś oglądać. Może kiedyś wyślę do Chodakowskiej jako metamorfozę. Przed ofcors ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Jeście, jeście, jeście ...

Zainspirowana notką obsesyjnego drugiego śniadanka postanowiłam napisać małe co nie co o diecie najmłodszego. Kajetanek w duchu BLW dostawał do łapki co chciał. Od około pół roku. Efektem jest biegłość niezwykła w posługiwaniu się widelcem i łyżeczką, tudzież umiejętność picia z kubeczka. Że o umiejętnym przelewaniu napojów z kubka do kubka nie wspomnę ;). Smakosz nasz nadal najbardziej lubi moje mleko. Do tego stopnia, że kiedy jestem w domu jest problem w nakarmieniu go rzeczami bardziej treściwymi. No chyba, że braciom trzeba akurat podwędzić kabanoska, paluszki, chrupki kukurydziane lub ciasteczka ryżowe. Nie będę usiłowała też malować obrazka przedstawiającego cielęcy zachwyt w oczach Kajtka na widok opakowania czekolady. Gorzkiej, a jakże. Z obiadami generalnie nie mam problemu. Zajada ze smakiem zupki wszelakie, gardząc jednakże moją ulubioną dyniową po przyprawieniu gałką muszkatołową. Przed przyprawieniem jest git. Preferuje zawsze i wszędzie mięsko. W każdej postaci. Na h...