Przejdź do głównej zawartości

Listopad

Kolejna zarwana nocka. Przeczytałam dzisiaj, że zabierają mi ponad 40% dochodów. Mam wrażenie, że więcej, ale co ja tam wiem. Trzeba sprężyć dupę. Bo Mikołaj, Gwiazdor, jakieś urodziny po drodze. Bo w styczniu składka na Izbę. Bo potem znowu pełno urodzin (co mi strzeliło do łba, żeby dzieci 2 i 3 rodzić w tym samym miesiącu, w którym męża ma urodziny). Bo od czerwca przyjdzie zmierzyć się z niepomniejszoną składką zusowską. Bo w końcu ortopeda, stomatolog, okulista, okulary dla Średniaka, ginekolog (nie wiem jak przyjmują nagłe przypadki, bo termin mam z reguły za 4 miesiące - no chyba, że z ciążą, ale nie! dziękuję!, postoję i poczekam).
Nie wiem, co mi jeszcze wypadnie, bo usiłuję zdiagnozować to, co mi od dwóch miechów dokucza. I coraz więcej teorii, a coraz mniej konkretów.
Cukrzyca? Chyba nie, bo poza diabelskim nienapojeniem, suchą jak u żółwia skórą, wysuszeniem śluzówek na maksa, spadkiem koncentracji i ogólnym dupozlotem cukier ma w normie. Jak na kilkukrotne własnoręczne mierzenie owego poziomu własnym glukometrem w fazie zdechu. Czyli teoretycznie cukrzycy niet, ale czuję się identycznie jak w ciąży z Najmłodszym, kiedy zaliczyłam cukrzycę ciążową. Ale ... no właśnie ... na wszelki wypadek odstawiam słodycze, co boli ... oj boli bardzo.
Tarczyca? A h... ją tam wie. We wrześniu robiłam podstawowe badania, TSH było normalne. Ale licho nie śpi, więc chyba kopsnę się po skierowanie na USG tarczycy, bo po raku siorki strzeżonego ... lepiej strzec.
W swoich delirycznych nocnych rozważaniach doszłam już nawet do klimakterium, szybko jednak myśl porzucając, jako, że była zbyt drastyczna i przygnębiająca. Jednak półtora miecha bez ruchu (ciągle kaszląca i słaba albo z zajechanymi zatokami) i bez biegania działa na mnie wyjątkowo paskudnie. Postanowienie - zwlec jutro ciało na zajęcia fitness. Albo dam radę albo mnie zniosą na tarczy.
Hmmm ... to może alergia. Kurcze. Możliwości tak wiele. I jedna wielka niechęć przed udaniem się do lekarza-pierwszego-kontaktu, gdzie z reguły mój kontakt z NFZ-tem się urywa.
Chyba jednak spać w końcu pójdę, albo podleję kwiatki. Bo i ja zdycham, i one. Ja z niechęci do życia, one z braku wody. Na jedno wychodzi ... schniemy.

Komentarze

  1. Jako człowiek leczący się od 11 lat na Hashimoto, powiem Ci, że tsh mieszczące się w widełkach 0.4-4.2 wcale nie musi oznaczać, że Twoja tarczyca pracuje tak jak należy. Dobrzy endokrynolodzy twierdzą, że dla kobiety przed 40 tsh powinno wynosić między 1 a 2. Objawy typu sucha skóra, suche włosy, męczliwość, senność, niska tolerancja na zimno, chłodne dłonie to klasyczne objawy niedoczynności tarczycy- lepiej robić wszystkie hormony tarczycowe plus antyTPO, nie samo tsh.
    Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za podpowiedź. Zważywszy, że moja młodsza siorka niedawno pokonała raka tarczycy muszę sobie zrobić te wszystkie badania. Ona niestety nie miała szczęścia do lekarzy i w wieku 36 lat została bez tarczycy, węzłów chłonnych i z uszkodzoną łopatką. I ze strachem do końca życia.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Jeście, jeście, jeście ...

Zainspirowana notką obsesyjnego drugiego śniadanka postanowiłam napisać małe co nie co o diecie najmłodszego. Kajetanek w duchu BLW dostawał do łapki co chciał. Od około pół roku. Efektem jest biegłość niezwykła w posługiwaniu się widelcem i łyżeczką, tudzież umiejętność picia z kubeczka. Że o umiejętnym przelewaniu napojów z kubka do kubka nie wspomnę ;). Smakosz nasz nadal najbardziej lubi moje mleko. Do tego stopnia, że kiedy jestem w domu jest problem w nakarmieniu go rzeczami bardziej treściwymi. No chyba, że braciom trzeba akurat podwędzić kabanoska, paluszki, chrupki kukurydziane lub ciasteczka ryżowe. Nie będę usiłowała też malować obrazka przedstawiającego cielęcy zachwyt w oczach Kajtka na widok opakowania czekolady. Gorzkiej, a jakże. Z obiadami generalnie nie mam problemu. Zajada ze smakiem zupki wszelakie, gardząc jednakże moją ulubioną dyniową po przyprawieniu gałką muszkatołową. Przed przyprawieniem jest git. Preferuje zawsze i wszędzie mięsko. W każdej postaci. Na h...