Przejdź do głównej zawartości
No i cały misterny plan w pizdu, że tak brzydko powiem. Zapisałam się na ten bieg, zapłaciłam, rozgłosiłam wszem i wobec (żeby się nie móc raczkiem wycofać, jak mam w zwyczaju), nawet szwagra namówiłam na start. Rozpisałam plan treningowy po długim biciu się ze sobą czy zdążę powolutku czy krótko a treściwie i ... dopadło mnie przesilenie wiosenne. Od dwóch tygodni opędzam się od bólu gardła, głowy, masakrycznej senności i dolegliwości po-półpaścowych, które z tych wszystkich są najgorsze. Wylazłam na trening i aż mnie cofnęło z bólu. A że umiejscowiony ni mniej ni więcej przy serduchu to i strach szarżować, bo a nuż widelec to jednak nie to. Doczłapałam się do domu i zrewidowałam plany. Będzie powoli, będzie więcej marszobiegów i będzie więcej zdrowego żarcia. Bo po świętach i przymusowej bezczynności znowu nie umiem wciągnąć brzucha, buuuu. Czyli tak jakby prawie będę zaczynała od zera. Prawie, bo przynajmniej ból piszczeli raczej mam za sobą (a w zeszłym roku dokuczał aż miło). No i buty mam porządne, nowe, specjalnie na asfalt. Różowe. Asicsy. O takie:
Na razie pogłębiam wiedzę tajemną o bieganiu na kanapie albo przy lapku i czekam, aż ten cholerny ból puści.

...

 no i "Grę o tron" oglądam. I czytam też, choć przyznaję, że po obejrzeniu filmu troszkę przeskakuję nudniejsze wątki.

...

i pracuję. Ale nie tak efektywnie jak powinnam. A powinnam z 16 godzin na dobę, może wtedy bym wszystko zdążyła. Bo jak mówią architekci :nawet śmierć nie jest wymówką" (i dlatego będę miała podwójną trumnę, bo lapek mi się z drukarką nie zmieszczą.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Rajd Rowerowy w okolice Miastka - 26 IX 2015 r.

Janusz wyszykował taką przyczepkę, że mucha nie siada. Spokojnie możemy jechać na ten Bornholm. Ale, ale ... nie tak szybko, Wkoło nas tyle ciekawych miejsc, które warto zobaczyć. Dzięki Lechowi, który jest przewodnikiem PTTK, trasa kolejnej wędrówki zostaje ściśle wytyczona. Rowery zapakowane, banany na twarzach, humory i pogoda dopisują. Obieramy kurs na Miastko. Lechu z Mirką jadą swoim samochodem, Ala, Maciej, Wojtek, Marek i ja ładujemy się do wozu Janusza. Miastko miga nam tylko naprzemiennie wykonaną ścieżką rowerową (uwielbiam ten chaos na ścieżkach i przejeżdżanie z jednej strony na drugą). Zaraz za miastem górka. Cieszę się, że Maciej kupił czapkę Brubeck pod kask, bo wiatr duje jak szalony. Całe szczęście w połowie wycieczki ucichnie, wyjdzie słońce i zrobi się bardzo ciepło.  Dojeżdżamy do pierwszego przystanku.  Wołcza Wielka, czyli dwór, kościołek na rozstaju i poszukiwania włochatek krowy ;) "Miejscowość położona jest w odległości 4 km na ...