Przejdź do głównej zawartości

Słoneczko

W końcu ...
Rano człowiek inaczej wstaje, inną ma motywację ... od samego ranka power.
Poszłam spać po 2-giej z wieczornym fervexem na dobranoc. Sny jak zwykle po tym cholerstwie ciężkie, chociaż nie tak jak ostatnio, kiedy przez pół nocy usiłowałam się przygotować do startu i biec ;) (a potem wstałam wypompowana jakbym co najmniej 20 km przebiegła).
Mąż, dobry pan, ludzki, rano zawinął towarzystwo, nakarmił nawet (potem zastanawiałam się, gdzie znikły wszystkie kotlety z wczorajszego obiadu), dał żonie pospać do 8-mej. Czyli jak na moje standardy to caaaałkiem sporo.
Otworzyłam oczy, spojrzałam przez połaciówki na słoneczne rano, poruszałam łebkiem w jedną i w drugą stronę (nic nie boli, nie telepie się mózg oddzielnie od czaszki), wstałam i mężowi zakomunikowałam, że owszem, zostawiam go z chłopakami dalej i idę pobiegać.
Wsunęłam pół banana, ciacho ryżowe i herbatę (z cukrem! Kajtek nie wypił), nałożyłam ciuchy i pulsometr (dzięki Szwagrze!), zadzwoniłam po koleżankę (nic z tego, niedziela 8:30!), rozgrzałam się i pobiegłam. Spokojnie, marszobiegiem poturlałam się prawie godzinkę i (o dziwo!) zrobiłam prawie 6 km. 
Odkąd olałam plan treningowy na 10 km, który przy takim chorowaniu nie miał szans przeżycia i skupiłam się na budowaniu formy od "0" biega mi się przyjemniej i lżej. Nogi tak nie bolą, półpaścowe dolegliwości odpuściły, zadyszki brak. Co prawda ta moja nieszczęsna nadwaga nadal powoduje, że wskazania pulsometru znacznie przekraczają 70% HRmax, ale nad tym też popracuję. Jak tylko skapnie mi jakaś kasa zamówię dietę z vitalia.pl, sprawdzoną przez szwagra. Jakoś mi bardziej po drodze "normalne" jedzenie niż zdrowe żywienie wg Chodakowskiej i Lewandowskiej. Muszę mieć coś prostego, z łatwo dostępnych i tańszych produktów. Bo inaczej na razie nie ogarnę. Za - bardzo - lubię - jeść (słodycze!!!). Przy moim zwariowanym trybie życia i odkładaniu wszystkiego na później każda dieta i regularne treningi stanowią niezłe wyzwanie. Zwłaszcza w głowie.

A po bieganiu było pyszne śniadanko. I spacer nad jeziorem z dziećmi. 
A teraz do roboty, czeka mnie kolejne wyzwanie - trzy wielkie góry prania i projekt. Ciekawe, które wygra ;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Jeście, jeście, jeście ...

Zainspirowana notką obsesyjnego drugiego śniadanka postanowiłam napisać małe co nie co o diecie najmłodszego. Kajetanek w duchu BLW dostawał do łapki co chciał. Od około pół roku. Efektem jest biegłość niezwykła w posługiwaniu się widelcem i łyżeczką, tudzież umiejętność picia z kubeczka. Że o umiejętnym przelewaniu napojów z kubka do kubka nie wspomnę ;). Smakosz nasz nadal najbardziej lubi moje mleko. Do tego stopnia, że kiedy jestem w domu jest problem w nakarmieniu go rzeczami bardziej treściwymi. No chyba, że braciom trzeba akurat podwędzić kabanoska, paluszki, chrupki kukurydziane lub ciasteczka ryżowe. Nie będę usiłowała też malować obrazka przedstawiającego cielęcy zachwyt w oczach Kajtka na widok opakowania czekolady. Gorzkiej, a jakże. Z obiadami generalnie nie mam problemu. Zajada ze smakiem zupki wszelakie, gardząc jednakże moją ulubioną dyniową po przyprawieniu gałką muszkatołową. Przed przyprawieniem jest git. Preferuje zawsze i wszędzie mięsko. W każdej postaci. Na h...