Przejdź do głównej zawartości

Jak się nie ma, co się lubi ... czyli o cnocie cierpliwości, którą może nabędę ;)

   Bardzo długo opierałam się myśli, że w tym sezonie nie pobiegam ... Zaprzeczałam, złościłam się, rozstawiałam rodzinę po kątach naprzemiennie z nadzieją, że szybko stanę na nogi.
    No wygląda na to, że szybko nie "stanę", bo rehabilitacja zajmie mi dobry miesiąc, a na efekty pewnie poczekam jeszcze dłużej.
   Cały czas szukałam jak pies gończy winowajcy bólu, a rzeczywistość ... no cóż, wygląda na to, że dzisiejsze dolegliwości to efekt bezpośredni i pośredni macierzyństwa i ukochanej pracy. Ciąże, porody, noszenie dzieciaków na biodrze, wnoszenie wózka z zakupami na schody, garbienie się podczas pracy. Nie wiem, co było zapalnikiem. Może nowe buty biegowe z dużą amortyzacją (baj, baj, posłużą już chyba tylko na rower), nieprawidłowo wykonane wypady do tyłu, a może po prostu ... za dużo, za mocno, za bardzo.
   Dosyć, że kręgosłup zbuntował się na całego. Ostatni miesiąc upłynął pod znakiem prześwietleń i konsultacji lekarskich, które oprócz lekkiego skrzywienia kręgosłupa nie wykazały niczego niepokojącego.
   Wizyta u fizjoterapeuty za to zaowocowała całkiem konkretnymi wnioskami. Poskarżyłam się na uczucie, które mam od jakichś 4 miesięcy. Uczucie paskudne, że mam krótszą jedną nogę. Tą, po której ból wędruje od kostki przez kolano, żeby w końcu umiejscowić się na dobre w biodrze. Ćmi, ciągnie, paskudne uczucie piłowania kości. Bardzo miły pan położył mnie na stole, poukładał, powykręcał i stwierdził, ze owszem, jedna noga wydaje się krótsza. Ale tylko się wydaje, bo ... mam paskudnie wykręconą miednicę. Bingo. Po uroczej godzinie różnych porad połączonych ze znęcaniem się, wyszłam bogatsza w wiedzę, co mi na razie wolno, czego nie, no i ofcors, ile kasy mi ucieknie z kieszeni. 
   No więc na razie dla własnego dobra biegać nie powinnam. Jeździć na rowerze też nie, przynajmniej na moim. Jak się zaopatrzę w damkę to ewentualnie. Zostają spacery, nordic walking, basen. Ostry fitness, siłownia odpada. Ćwiczenia na kręgosłup, stabilizacja i ćwiczenie mięśni głębokich brzucha - jak najbardziej. Joga - wskazana.
   Zadzwoniłam do organizatorów biegu Tu Night Chojnice, zamieniłam bieg na spacer z kijami.
I ćwiczę.
Planuję dwa razy dziennie. Kręgosłup - chodzenie albo kręgosłup - nordic.
Chciałabym chodzić na jogę (jak starczy mi kasy). Albo ćwiczyć sama z pomocą płyty (jak nie starczy).
A na razie cierpię. Dzień bez prochów dniem straconym. Po rehabilitacji zdycham następnego dnia. W zależności od tego, co aktualnie fizjoterapeuta ponaciska i powygina boli mnie albo kręgosłup w okolicy lędźwiowej, albo biodro i cała noga. Fuck. A siedzieć przy kompie trzeba.
Plus taki, że strzeliło teraz, kiedy mogę dużo ponaprawiać sama ćwiczeniami. I to, że aktywowałam Najstarszego syna do spacerów z matką. Łapię kontakt i nabijam km. A on gada i robi fotki. I więcej pomaga w domu ;)
A ja ... uczę się cierpliwości. Zawsze miałam z tym problem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Rajd Rowerowy w okolice Miastka - 26 IX 2015 r.

Janusz wyszykował taką przyczepkę, że mucha nie siada. Spokojnie możemy jechać na ten Bornholm. Ale, ale ... nie tak szybko, Wkoło nas tyle ciekawych miejsc, które warto zobaczyć. Dzięki Lechowi, który jest przewodnikiem PTTK, trasa kolejnej wędrówki zostaje ściśle wytyczona. Rowery zapakowane, banany na twarzach, humory i pogoda dopisują. Obieramy kurs na Miastko. Lechu z Mirką jadą swoim samochodem, Ala, Maciej, Wojtek, Marek i ja ładujemy się do wozu Janusza. Miastko miga nam tylko naprzemiennie wykonaną ścieżką rowerową (uwielbiam ten chaos na ścieżkach i przejeżdżanie z jednej strony na drugą). Zaraz za miastem górka. Cieszę się, że Maciej kupił czapkę Brubeck pod kask, bo wiatr duje jak szalony. Całe szczęście w połowie wycieczki ucichnie, wyjdzie słońce i zrobi się bardzo ciepło.  Dojeżdżamy do pierwszego przystanku.  Wołcza Wielka, czyli dwór, kościołek na rozstaju i poszukiwania włochatek krowy ;) "Miejscowość położona jest w odległości 4 km na ...