Przejdź do głównej zawartości
Powracam do życia, przynajmniej mam taka nadzieję. Na razie dałam sobie totalny luz z wszelkimi treningami. Kostka, kolano, a w końcu biodro odmówiły współpracy. Typowałam żylaki, potem coś z kręgosłupem, a następne było zapalenie stawów (po tym, jak zaczął mnie boleć nadgarstek). USG nic nie wykryło oprócz torbieli na nerce i ogólnie powiększonych nerek (taka uroda?). Jutro RTG kręgosłupa, potem jeszcze alergolog. Może to totalne zmęczenie kilkunastoma nieprzespanymi latami wstawania do dzieciów, może następstwo odstawienia cycaka (tak, tak, kobieta karmiąca podobno jest bardziej odporna na infekcje, przynajmniej u mnie tak było), a może za dużo ćwiczyłam. Może nowe buty biegowe z dużą amortyzacją? Też podobno potrafią załatwić kręgosłup. Pytań mam więcej, odpowiedzi na razie mało. Poobserwuję i powolutku zacznę truchtać. Jak tylko pozbędę się mgiełki na oczach (kolejna koncepcja powstaje nocami) i antybiotyku (zapalenie pęcherza zaofiarowało mi najbardziej przeze mnie znienawidzone badanie, czyli USG pęcherza. Kto nie rodził trzy razy niech nie rzuca kamieniem, bo nie wie, o co cho ...)
A pogoda tak ładna, biegusiowa, wiosenna.

Komentarze

  1. kobiety karmiące bardziej odporne? LOL ;) Karmienie wyniszcza organizm, zwłaszcza jak organizm i tak ma pod górkę. Kiedy karmiłam Anię to po półtora roku wylazło mi ostre zapalenie zatok, paskudziło się miesiącami, leki, antybiotyki, rezonans, pielgrzymki do lekarzy, grożenie punkcją, operacją i czym jeszcze. Przeszło po 3 tygodniach od odstawienia, jak slusznie zapowiedziało dwóch laryngologów niezaleznie od siebie ;)
    Współczuję usg pęcherza,aaaaaa! Groza.
    Trzymaj się...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Jeście, jeście, jeście ...

Zainspirowana notką obsesyjnego drugiego śniadanka postanowiłam napisać małe co nie co o diecie najmłodszego. Kajetanek w duchu BLW dostawał do łapki co chciał. Od około pół roku. Efektem jest biegłość niezwykła w posługiwaniu się widelcem i łyżeczką, tudzież umiejętność picia z kubeczka. Że o umiejętnym przelewaniu napojów z kubka do kubka nie wspomnę ;). Smakosz nasz nadal najbardziej lubi moje mleko. Do tego stopnia, że kiedy jestem w domu jest problem w nakarmieniu go rzeczami bardziej treściwymi. No chyba, że braciom trzeba akurat podwędzić kabanoska, paluszki, chrupki kukurydziane lub ciasteczka ryżowe. Nie będę usiłowała też malować obrazka przedstawiającego cielęcy zachwyt w oczach Kajtka na widok opakowania czekolady. Gorzkiej, a jakże. Z obiadami generalnie nie mam problemu. Zajada ze smakiem zupki wszelakie, gardząc jednakże moją ulubioną dyniową po przyprawieniu gałką muszkatołową. Przed przyprawieniem jest git. Preferuje zawsze i wszędzie mięsko. W każdej postaci. Na h...